sobota, 8 kwietnia 2017

SPRZEDASZ SIĘ ZA PIENIĄDZE

To będzie proste. Potraktuje Cię podle. Najgorzej jak potrafię. Wznieśmy toast za to, że kłamiesz. Będzie to zemstą. Czystą zmianą ról. Biznesem, w którym się utopisz, i nie zdążysz wziąć rozbiegu w przód. Wiem, że teraz ze mną jesteś, choć to dla Ciebie zbyt wiele nie znaczy. Dasz się sprzedać za pieniądze, taki mam na Ciebie haczyk. Nie jest Ci głupio, wręcz świetnie się czujesz z grobową miną patrząc w moją stronę. Nie biję od Ciebie gram empatii, ani serdeczności. Czy w ogóle cieszysz się, że widzisz mnie na oczy?
Mam dla Ciebie radę. I możesz uciekać ile masz sił w nogach. Nie mogą Cię dogonić. Bo stracisz wszystko co zabrałeś. Pamiętaj moje słowa. Musisz na siebie uważać. I nie odwracać się w żadnym kierunku. Oni Cię gonią, i tylko czekają na Twoje potknięcie. Na to, aż podwinie Ci się noga, i upadniesz. Dorwą Cię i zaczną szarpać. Jak wilki. Rozerwą Ci ubrania, pościągają je, zabiorą wszystkie najkosztowniejsze rzeczy. Wyrwą Ci tym serce. I zostaniesz sam. Bez niczego. Czy warto było oszukiwać swoje i czyjeś uczucia, by mieć to wszystko? 
Zostaniesz sam. To poważnie jest smutne. Wielki pościg za jutrem. Za lepszym życiem, i tym co jest istotne. Zaraz, zaraz. Czy to pieniądze są najważniejsze? Czy warto budzić się wśród czterech ścian z nosem w banknotach? Wokół Ciebie odbija się echo. Każdy już zwątpił. Złapał się za głowę. Sprzedałeś się za pieniądze. Od tak. Po prostu. Była ładna pogoda. I oczy Ci się zaświeciły. Wybrałeś złą drogę życia. Cofnijmy czas póki jeszcze zegar wciąż tyka.
K
iedyś tego nie miałeś, a teraz masz. Sam ten fakt sprawia, że chcę się żyć. Tylko nie ma dla kogo.  Dla kilku banknotów, które spalę na stosie. Nic z nich nie zostanie tylko Twoje słone łzy. Masz ciarki na ciele. I uśmiech tak wielki jak nigdy. Trochę mało szczery. Bo nigdy taki uśmiech nie jest dla mnie prawdziwy.
Łapiemy się wszystkich wokół nas, którzy mają więcej. Nie popuszczamy im. Kłamiemy prosto w oczy. By tylko coś zyskać. Nie wypuszczamy ich ze swoich rąk. Wymyślamy najlepsze kłamstwo, aby tylko zostać. Krztusimy się tym. To nas unosi na wodzie. Jest zwykłym kołem ratunkowym, z lekką dziurą, która z dnia na dzień robi się coraz większa. Ta osoba, która Ci to wszystko daję, może Cię kochać. A Ty patrzysz na nią ukradkiem i nic nie czujesz. Odrzucasz swoją godność i lęk. Nie ma się już czego bać.
Chcemy tylko spokój i pełen portfel. A płakać nad swoim życiem możemy jadąc nowym Audi. Podobno to kompletnie nie rani. Studzi tylko żal, i rozgrzewa zimne ręce. Nigdy się nie ma dość. Chcę się coraz więcej. W tym nie ma umiaru. Nie zastopuje się. Wieczne koło, które wciąż się kręci. Nie można z niego wysiąść. Zatrzymać go. Jesteś jego więźniem.
A kiedy przypadkiem sobie przypomnisz o tym wszystkim i wyrzucisz znów z serca wszelkie uczucia. Szepnę Ci do ucha, że to jest tylko moje. Więc ty należysz teraz do mnie. Zrobisz wszystko co zechcę, pod linijkę. Nie zbuntujesz się. Nie zrobisz nic przeciwko mnie. Zapytam jeszcze raz... Czy warto było oszukać uczucia by mieć to wszystko?


BLUZKA- 
CLICK
BUTY- CLICK
KURTKA- CLICK



A Ciebie również dadzą radę oślepić pieniądze?
_______________________________________________________________________________________________________
Ponad 650 osób lubi nas na facebook'u! Nie czekaj! Również do nich dołącz!  

niedziela, 2 kwietnia 2017

JUŻ WIĘCEJ MNIE NIE ZRANISZ

Powtarzałam to w głowie już milion razy. Aż to we mnie dudni i wariuję. Przewraca się i puszcza uśmiechy. Nie wiadomo kiedy wreszcie wydusić z siebie te słowa. To jedno zdanie, które stało się teraz częścią mojego życia. Pcha mnie do przodu. Mówi jasno i zwięźle żebym się nie bała. Bo w sumie to czego ja się bałam? Spacerowania pustymi ulicami, i szukania odpowiedzi na wiadomości, które w moim sercu robiły straszną burzę. Odbijała się ona na moim zdrowiu i psychice. Nie mogłam sobie z tymi ciągłymi nerwami poradzić, ani przystopować, by się nie zatracić w tym do utraty tchu. Nie lubię nic tracić. Dlatego trzymałam się mocno zaciśniętymi dłońmi tego przed czym powinnam była uciekać już dawno. Jedno zdanie. Moje zdanie. Takie niewinne, a kończące jakiś rozdział. Nie wiem czy nie będę chciała już kiedykolwiek sięgnąć ręką po tą część z mojego życia, i otworzyć ją na nowo. Jednak czuję, że mnie to zatruję do końca. W końcu jestem tak nieprzewidywalna, chwiejna. A moje uczucia są czasem wyssane z palca, ale jednak mocne jak żadne inne. Teraz mnie nikt nie zatrzyma. Nikt nie powie żebym zwolniła, więc mogę biec przed siebie.
Siedząc w czterech ścianach można usłyszeć bardzo wiele. Wystarczy się tylko bardziej przysłuchać. Rozszyfrować kody jakie daje nam los. Ja usłyszałam ciche wołanie, a później pukanie do drzwi. To było moje zdanie. Stanęło przed moimi drzwiami i się uśmiechnęło tak szczerze jak nikt, jak żaden człowiek. Pierwszy raz widziałam tak szczery uśmiech i radość jaka płynęła z tego, że ktoś mnie widzi na własne oczy. Było tak skromne, a jednocześnie krzyczące wśród tej ciszy. Potraktowałam to wtedy jak okrzyk mojej duszy. Nareszcie mogłam to wykrzyczeć sama. Usiedliśmy na kanapie, aby napić się dobrej herbaty. Osłodziłam ją resztkami swojej sympatii, i radości. Z każdym jej łykiem na mój język pchały się te słowa. Dusiło mnie to. Wreszcie to zdołałam powiedzieć, wykrzyczeć ile mam sił.
JUŻ WIĘCEJ MNIE NIE ZRANISZ. Do cholery. Już nigdy więcej na to nie pozwolę. Po prostu z tym koniec. Gdy wykrzyczałam wszystkim to zdanie z rana poczułam ulgę. Potraktujmy to jak przysięgę. Będę się jej trzymać codziennie. To okrzyk mojej duszy. Coś co natychmiast musiało wyjść na światło dzienne, bo inaczej by we mnie wybuchło. Nie mogę pozwolić na skrzywdzenie siebie, ani pomiatanie mną. Obracanie mną z kąta w kąt. Koniec naszej zabawy.
Nic nie da tyle miłości co druga osoba. Nic mi tego nie zastąpi. Żadne słowa. I choć, te kilka słów mi pomogło, gdy płakałam od środka, to nie da nic więcej. Nie zastąpi mi tego mówienie o tym na głos, aby każdy miał lepsze poczucie wartości. I szedł dumnie przez miasto wiedząc, że się nie da zranić. To kompletnie na tym nie polega. Niekończąca się katastrofa w moim wnętrzu, które toczy teraz bitwę, o to co jest dla mnie lepsze.
Nikt więcej się o nas nie dowie, nikomu nic nie powiem. Mogą się łapać za głowę. Pytać, i szukać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Ale ja mogę je wyjawić w krótkim liście. Naprowadzić na odpowiedzi. Nigdy więcej nie zobaczą mnie z tym błyskiem w oku jaki miałam. To więcej nie wróci. Choćbyś chciał to nigdy więcej mnie nie zranisz. Nie zrobisz tego. To może być straszne, ale więcej nie będziesz miał tej radości w swoim życiu. Nie uśmiechniesz się, gdy zobaczysz moje łzy.
Chodź ze mną. Zatańczymy na najlepszej imprezie. Będziemy bawić się całą noc. Ja się bawię świetnie. Stanie się to nasze zdanie. Napiszemy je szminką na lustrze w dyskotece. Poczekamy na świt, który tak chciałam zobaczyć od kilku miesięcy, a nie miałam z kim. Po prostu będziemy wolni, młodzi, i zranieni. Ale więcej na to nie pozwolimy. Wiem, że karma złym ludziom odda, nie bój się, możemy dziś pić do dna.


SUKIENKA- KLIK

A siebie również nie dasz już skrzywdzić i zranić?
_____________________________________________________________________________________
Ponad 630 osób lubi nas na facebook'u! Ty również możesz do nich dołączyć!

niedziela, 12 marca 2017

ZDRADZAM

Rozebrać się przed kimś to nic specjalnego. To nic co może powodować zawrót głowy. Nie masz motylków w brzuchu, ani lekkiego uśmiechu na ustach. To żaden wyczyn. Żadna fajna przygoda. Bo to nie jest przygoda, to nie do tego się zalicza. Prędzej do ucieczki. Zwykłe uzmysłowienie sobie, że ktoś cię chcę, ale wyłącznie na moment. Na krótką chwilę. Zrobisz błąd, źle dobierzesz słowa, i gesty. A potem ciężko się z tego wyplątać, ciężko wrócić do domu. Spojrzeć komuś w oczy. Powiedzieć, że dłużej ci zeszło na mieście, a tak naprawdę twoje serce jeszcze się nie obudziło od dotyku tamtych dłoni, od pocałunków na policzku. Jeszcze nie jesteś w stanie wymyślić dobrego kłamstwa na poczekaniu, ani uzmysłowić sobie co się stało kilka chwil wcześniej. Zwykła zdrada. Pomyłka własnych dróg, ale nigdy i to przenigdy w niej się nie utop. Powrócisz tam milion razy, bo gdy ktoś choć raz spróbuję będzie próbował non stop, aby tylko było lepiej. W zasadzie nigdy nie wiadomo dlaczego jest lepiej. Kilka słodkich słów, miłych gestów. Wielki bukiet róż, a wtedy nie wiadomo kiedy znajdujecie się twarzą w twarz- całkiem sami. Nie można zrobić nic. Podświadomość mówi "Przestań", wręcz to krzyczy, ale rozum mówi "To między nami", a serca się nie słuchasz, bo zawsze mówiono, że nie należy się słuchać głupiego serca. Bo źle ci podpowie, jakby specjalnie nakieruje tam gdzie nie można, zwykła łajza.

Zdradzam. Czasem zwykłą myślą. Idę w to bez przerwy. Bez opamiętania. Bez końca. Zdradzam. Mam w ręku pistolet. Strzelam. Bardzo ostrożnie, aby nie wystrzelić prosto w siebie. Robię to tak, że dziwię się, że wciąż go tak mocno trzymam i nie upuszczam. Dziwię się, że nikt mi go nie wyrwał, nie krzyknął, abym odłożyła broń. Wszyscy są ślepi na to. Odwracają wzrok, gdy coś dzieje się nie tak, niewłaściwie. Boją się być na miejscu tej osoby, w której stronę kieruje pistolet. Sama byłam na tym miejscu wielokrotnie. Klękałam przed tą osobą z politowaniem patrząc w jej oczy. Wszystko we mnie mówiło tylko "Bardziej się nie poniżaj", a ja z błyskiem w oku pytałam tylko dlaczego tak robi. Nigdy nie usłyszałam odpowiedzi. Takiej jasnej i konkretnej odpowiedzi dlaczego ktoś mi pluje w twarz.
Można iść z kimś na kawę, herbatę. I na tym skończyć. Rozmawiając o rzeczach właściwie to banalnych. Całkowicie oczywistych. Spytać co słychać, jak tam w wielkim świecie. Delikatnie wymienić krótkie spojrzenie i odejść z ciepłym pożegnaniem. To by było najwłaściwsze. Relacja jaka powinna być między dwojgiem zakochanych w kimś innym osób. Koleżeńska relacja.
Ale można również iść z kimś do łóżka. Udając zapomnienie. Chwilowy brak taktu. Upicie alkoholowe. Złe samopoczucie. Brak zrozumienia w drugiej osobie. Tego nie znajdziesz również w tej zdradzie. Nie znajdziesz nic. Prócz chwili przyjemności. Poczucia własnej wartości. Wtedy wszystko będzie ok? Rozbierzesz się przed tą osobą. Powoli i delikatnie. Obudzisz przy niej. Czy wszystko będzie normalnie? To takie puste, dziwaczne, niezrozumiałe.
Kiedyś odlecę. Nie znajdzie mnie. A wrócę całkowicie z kimś innym. Nie sama- to fakt. Rozumiem swój grzech. Pytają mnie o to ciągle, a ja wciąż wtedy udaję, że śpię. I niby nic nie słyszę, a prawda jest taka, że słyszę wszystko wokół. Dostaje wtedy wiadomość od niego: "Czy u Ciebie jest wszystko w porządku?". Odpiszę po prostu, aby nie mówił nic nikomu. 

NASZYJNIK- KLIK
_______________________________________________________________________
Ponad 610 osób lubi nas na facebook'u! Ty również możesz do nich dołączyć!